Monar Markot Rożnowice

Wielkopolskie Centrum Pomocy Bliźniemu – Monar Markot Rożnowice

  • Archiwum wiadomości

  • Kategorie wiadomości

3 października, 2012
by Tomek
0 comments

Pożegnanie lata

22 września jak co roku nadszedł czas pożegnać się z najukochańszą chyba porą roku. Okres letni zakończyliśmy w podobny sposób jak go powitaliśmy, czyli na sportowo. Kierując się odwieczną zasadą „w zdrowym ciele zdrowy duch” nasz Monarowiec Wojtek zorganizował nam Dzień Sportu zakończony dyskoteką.

Udział w imprezie wzięli także nasi „sąsiedzi” z ośrodka obok, a także reprezentacja Borówek, Gościejewa i Starołęki. Nasze zaangażowanie nie było daremne. Zdobyliśmy więcej medali niż nasza reprezentacja olimpijska w Londynie. Przodowaliśmy w siatkówce, bilardzie i tenisie stołowym, ale dart, piłka nożna uliczna, piłkarzyki oraz szachy także utwierdzały nas w wierze w nasze talenty. Na zakończenie oczywiście dyskoteka, która przywołała w co poniektórych licealne wspomnienia. Teraz pozostało nam czekać z niecierpliwością na pierwszy dzień wiosny, kiedy to w podobny sposób witamy budzącą się dożycia przyrodę no i nas samych.

27 września, 2012
by adminx
0 comments

Informacja

Stowarzyszenie Monar informuje

o Konferencji poświęconej
35 – tej rocznicy istnienia Monaru,
15 – stej rocznicy prowadzenia działalności przez
Wielkopolskie Centrum Pomocy Bliźniemu Markot oraz
10 – tej rocznicy śmierci Marka Kotańskiego.
Konferencja odbędzie się 10 października 2012 r. w Sali Białej
Urzędu Miasta Poznania, Plac Kolegiacki 17

Komitet honorowy obchodów 10 – tej rocznicy śmierci Marka Kotańskiego

Agnieszka Duczmal, Iwona Guzowska, Joanna Kotańska, prof. Jolanta Rogala-Obłękowska, Danuta Wałęsa,
prof. Marek Belka, Damian Damięcki, Mirosław Dembiński, biskup Antoni Długosz, Marcin Dorociński, prof. Antoni
Gładysz, Jan Komasa, prof. Jacek Łuczak, Krzysztof Mroziewicz, Michał Olszański, prof. Roman Wieruszewski

Program ramowy:

9:00 – 10:00 – rejestracja uczestników
CZĘŚĆ PIERWSZA:
Moderator – Marcin J. Sochocki
10:00 – 10:45 – Powitanie (wystąpienia):
Marek T. Stefaniak – Dyrektor Wielkopolskiego Centrum Pomocy Bliźniemu MARKOT
Ryszard Grobelny – Prezydent Miasta Poznania
Marek Woźniak – Marszałek Województwa Wielkopolskiego
Piotr Jabłoński –Dyrektor Krajowego Biura ds. Przeciwdziałania Narkomanii
Krzysztof Brzózka –Dyrektor Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych
CZĘŚĆ DRUGA:
10:45 – 11:10 Jolanta Łazuga-Koczurowska – „Przywrócić społeczeństwu – w poszukiwaniu nowych rozwiązań”
11:10 – 11:30 dr Andrzej Leszczyński – „Etyka pomagania”
11:30 – 11:50 – przerwa kawowa
11:50 – 12:20 dr Maciej Dębski „ Droga do wyjścia z problemu”
12:20 – 12:50 dr Dorota Bazuń – „Monar – fenomen ruchu społecznego”
12:50 – 13:20 Marek Stefaniak – „Koncepcja pracy z osobami uzależnionymi na przykładzie W.C.P.B” –film)
CZĘŚĆ TRZECIA:
13:20 – 14:00 – lunch
14:00 – 15:45 – panel dyskusyjny „Partycypacja jako główne założenie działań terapeutycznych i z zakresu readaptacji społecznej”
Moderator – Marcin J. Sochocki
Uczestnicy: Adamiak Piotr, Aniszczyk Bogdan, Brzózka Krzysztof, Dębski Maciej, Fijałkowski Wojciech,. Jabłoński Piotr, Leszek
Sobieski, Łazuga- Koczurowska Jolanta.
15:30 – 16:00 – podsumowanie konferencji.

Patronat honorowy

Patronat medialny

 

            STOWARZYSZENIE MONAR
WIELKOPOLSKIE CENTRUM POMOCY BLIŹNIEMU MARKOT

23 września, 2012
by Tomek
0 comments

Dzień Kotana

PAMIĘĆ O MARKU ŻYJE W NAS

19 sierpnia wybraliśmy się trzema Społecznościami z Rożnowic( Długoterminowa, Krótkoterminowa i Markot) do Warszawy aby uczcić pamięć Lidera i założyciela Monaru Marka Kotańskiego, w dziesiątą rocznicę jego śmierci.

Najpierw odbyła się msza święta za Kotana w kościele św. Stanisława Kostki, potem była zabawa w parku Skaryszewskim, a następnie drużyna Monaru rozegrała mecz z reprezentacją polskich artystów na stadionie Drukarz.

Co prawda do rozgrywek w piłkę nożną się nie zakwalifikowaliśmy, ale wzięliśmy udział w biegu na 10 kilometrów zwanym Praską Dychą, w którym startowało ponad 800 osób.

W parku Skaryszewskim odbyło się też uroczyste wręczenie nagród. Miecz Kotana, metalowy, ręcznie wykonany, jest przyznawany za szczególne zasługi w przeciwdziałaniu zagrożeniom społecznym. Dostał go m.in. Tadeusz Ros, twórca Klubu Abstynenta „Powrót”. Na zakończenie został wyświetlony film Mirosława Dembińskiego „Dzieci Kotana”.

Przy okazji tej imprezy mieliśmy okazję wymienić się poglądami z innymi ośrodkami, zdobyć autografy i zrobić wspólne zdjęcia ze znanymi nam z TV osobami, pokazać licznym rodzinom, dzieciakom i przypadkowym osobom co stworzył Marek i jakie to ma znaczenie nie tylko dla nas, osób uzależnionych, lecz dla całej młodzieży, ich rodziców i nauczycieli. Przypomnieliśmy też, że ludzie, od których wszyscy odwracają głowę, także potrafią stworzyć coś dobrego.

23 września, 2012
by Tomek
0 comments

Spływ kajakowy

MARYNARZE SŁODKICH WÓD

6 sierpnia wyruszyliśmy z ośrodka w Rożnowicach na upragniony spływ kajakowy. Już dwa tygodnie wcześniej Darek rozpoczął przygotowania, żebyśmy o niczym, co niezbędne, przypadkiem nie zapomnieli. Nasz przyjaciel miał to w Planie Domownika, więc skrupulatnie przygotowywał naczynia kuchenne, sznurki na pranie, namioty, śpiwory, karimaty, butle gazowe i wszelkiego rodzaju gadżety potrzebne do przeżycia podczas wodnej przygody. Zabraliśmy dosłownie wszyściutko… oprócz aparatu fotograficznego.

Każdego dnia, a było ich dziewięć, mieliśmy do przepłynięcia określony odcinek od 10 do 16 kilometrów. Tylko jeden dzień przeznaczony był na byczenie się na plaży i bierny wypoczynek. Wszystkie te niezwykłe wydarzenia możecie obejrzeć na zdjęciach poniżej (na szczęście jeden z kolegów wziął prywatny aparat). Spływ rozpoczęliśmy z Bornego Sulinowa, a zakończyliśmy w Krępsku. Początkowo pokonaliśmy jezioro Pile, następnie płynęliśmy rzekami Piławą i Dobrzycą  m.in. przez Nadarzyce, Zdbice, Gołaczewo, Szwecję, Zabrodzie.

Aby wszystko przebiegało sprawnie codziennie wyznaczaliśmy osoby odpowiedzialne za przygotowanie obozowiska, przyrządzenie posiłków oraz kanapek na drogę, zebranie drzewa na ognisko czy też pełniące w razie potrzeby nocną wartę lub pobudkowych. Każdego ranka zbieraliśmy się na Spotkaniu Porannym, potem było śniadanko, składanie namiotów i wyznaczenie trzech osób pełniących służbę w kuchni, odpowiedzialnych za zakupy i wyszukanie miejsca na następny nocleg. Kierownik SOM-u odczytywał kto z kim płynie w kajaku, aby słabsi byli w parze z silniejszymi, kobitki z facetami, dzieci…dzieci nie było.

Gdy pokonywaliśmy jeziora wiatr i fale ostro dawały nam popalić. Nie obyło się bez wywrotek, przymusowych nurkowań i wyławiania kanapek wymijających nas z nurtem. Dwóch ratowników oczywiście dbało o nasze bezpieczeństwo. Kiedy z kolei płynęliśmy z prądem rzeki, liczne przeszkody w postaci zwalonych drzew oraz mostów, śluz i zapór rzecznych czy mielizny utrudniały nam skutecznie podróż, dając co poniektórym niesamowitą frajdę. Najbardziej ucierpieli Dawid z Łukaszem, którzy ze względu na swoją niedźwiedzią posturę, niestety nie mogli się w ostatniej chwili położyć w kajaku unikając zderzenia z konarem czy niziutkim mostkiem. W takich sytuacjach dochodziło najczęściej do naturalnych zapór wodnych, nie zbudowanych przez bobry bynajmniej, i całe towarzystwo tworzyło jednolitą masę ciał, kajaków i glonów, ratując się wzajemnie. Także nasza suczka Mucha miała nietęgi wyraz ryjka. W krytycznych sytuacjach przypominała bardziej przynętę dla ryb zwisającą z kajaka, niż psa na smyczy.

Po dotarciu do wyznaczonego pola namiotowego delektowaliśmy się bardziej lub mniej (w zależności kto pozostał w kuchni) obiadem, potem była godzinka siesty, zwiedzanie okolicy, Podsumowanie Dnia oraz ognisko z kiełbaskami przy dźwiękach gitary i tego co wydawał z siebie Golas, czyli śpiewem.

My jako Społeczność podczas tego tygodnia mogliśmy poznać siebie bliżej, w odmiennych sytuacjach niż na co dzień. Towarzyszące nam dwie terapeutki miały okazję spędzić z nami 24 godziny na dobę, obserwować nasze problemy i uczucia troszkę inaczej niż w gabinecie terapeutów czy w sali społeczności. Było świetnie, niesamowicie i wesoło. Jednak powoli tęskniliśmy już za ciepłym prysznicem, łóżeczkiem i suchymi ciuchami. Marzyło nam się domowe ciepełko tak  na trzy dni, potem z chęcią ruszylibyśmy dalej…

21 września, 2012
by Tomek
0 comments

Zjazd Neofitów i urodziny Dyrektora

Każdego roku w lipcu, jest już to wieloletnią tradycją, obchodzimy w Rożnowicach dwie połączone w jedną imprezy. Są to mianowicie urodziny Dyrektora naszego ośrodka Marka T. Stefaniaka oraz zjazd Neofitów, czyli osób, które ukończyły z certyfikatem terapię długoterminową.

Dodatkowo coroczne pojawiają się także Przyjaciele Domu. Są to z kolei ludzie, którzy co prawda nie dotrwali do końca terapii, lecz żyją w trzeźwości i utrzymują stały kontakt z ośrodkiem. Jest to niezwykle ważny moment dla każdego z nas. Dla Pana Marka, gdyż może spotkać się z podopiecznymi i dowiedzieć się jak sobie radzą i dać kilka niezbędnych rad czy ciepłych słów, dla byłych pacjentów, aby „naładować bateryjki” i przypomnieć sobie z jakiego powodu niegdyś się tu znaleźli, no i oczywiście dla nas, aktualnych „pensjonariuszy”, aby posłuchać „starszych” i nabrać optymizmu, że bez narkotyków czy alkoholu da się żyć, i to naprawdę wspaniale.

Podczas uroczystości sparodiowaliśmy na scenie naszą codzienność w Monarze, podpadając delikatnie zaskoczonym opiekunom, kucharzowi, koordynatorowi pracy, gajowemu i całej reszcie. Były więc skecze, kabaret, piosenka, życzenia, śmiech i łzy.

Na koniec częstowaliśmy przybyłych gości bigosem, kełbaskami i Zupą Dyrektora. Niektórzy z Neofitów pozostali z nami jeszcze przez tydzień przegadując całe noce z terapeutami i opowiadając o szansach jakie na nas czekają po zakończeniu terapii. A my z całą nadzieją liczymy, że za rok to My zjedziemy się do Rożnowic wspierać „świeżaków”.

 

 

21 września, 2012
by adminx
0 comments

Harpagan

HARPAGAN NAS ZMÓGŁ

Ale się nie poddajemy i znów wystartujemy

W Sobotę Świętojańską nasza trójka z Rożnowic podjęła nie lada wyzwanie. Pomimo nienastolatkowatego już wieku i kondycji pod wielkim znakiem zapytania, postanowiliśmy wziąć udział w Harpaganie.

Dla mniej wtajemniczonych, Harpagan to marsz na 100 kilometrów. Wyznaczoną trasę trzeba pokonać w 24 godziny. Zatacza ona dwie pętle po 50 kilometrów, aby najsłabsi mieli możliwość rezygnacji w połowie. Dla uczestników przewidziano po drodze dwa punkty kontrolne z ciepłą herbatą czy kiełbaską z grilla.

Wyruszyliśmy z monarowskiego ośrodka Marianówek, polożonego  nieopodal Kołobrzegu o godzinie 20:00 po średnio przespanej nocy, przerwanej burzą, przemakającym namiotem i emocjami związanymi z eskapadą. Początkowo mieliśmy zamiar zaskoczyć o niebo młodszych przeciwników, zyskując przewagę psychiczną dzikim sprintem prosto z linii startu. Taki był plan. Jednak po gwizdku cała młodzież ruszyła szalonym galopem przed siebie, a kiedy opadły tumany kurzu, na placu boju pozostała nasza trójka, pomagająca sobie wzajemnie założyć plecaki z wałówką. Jako trzydziestolatkom pozostało nam liczyć na to, że zwycięży doświadczenie.

Zmobilizowani faktem, że zostaliśmy w tyle i naładowani młodzieńczymi, a jakże, ambicjami, ruszyliśmy w amoku, aby nadrobić zaległości. Jakież uśmiechy na naszych twarzach wywołały informacje od powracających już „przeciwników”, że część zabłądziła, jeszcze inna się poddała i wraca busami. Miód lali na nasze serca po prostu. Postanowiliśmy jakimś cudem nie tylko umocnić się w czołówce, ale jeszcze przyspieszyć.

Pędziliśmy kąsając kostki żółtego sera i przegryzając bułką, nie było czasu na krojenie, smarowanie itp. Jeżeli któryś z naszej trójki chciał iść za potrzebą, musiał potem dobiec do pozostałych. Jeżeli potrzeba była grubsza, troszkę zwalnialiśmy. Strategia wydawała się niezawodna. Przystanki w punktach kontrolnych trwały do pięciu minut. Byliśmy już drudzy!!! Pozostało nam tylko kilka kilometrów do zakończenia pierwszej pętli czyli 50 kilometrów. Ale niestety, mięśnie naszych ud zaczęły najzwyczajniej zastygać, stopy piekły, ramiona odpadały od ciężaru plecaków. No katastrofa! Ostatnie metry przed Marianówkiem dosłownie przepełznęliśmy i to był już koniec. Ani ja, ani Kamil nie mieliśmy zamiaru nawet podnosić się z powrotem do marszu. Tym bardziej po wysłuchaniu relacji, że jeden z „miejscowych” pierwszą pięćdziesiątkę przebiegł, i zamierza wznowić wyzwanie po szybkim prysznicu i krótkiej drzemce. Tylko Przemo odważył się podjąć ryzyko i przeszedł dodatkowo 30 kilometrów, pokonując w sumie 81 kilometrów.

Ja, jako stary taternik czułem wstyd i niemoc, Kamil popadł w nostalgiczny nastrój rozmyślając o starości, minionych latach itp. Przemo nie myślał o niczym… Przez następne kilka godzin się nie ruszał. Następny Harpagan w listopadzie. Z pewnością dostosujemy tempo do naszych możliwości.